Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Ty daj mi rękę, chodźmy na spacer.

EAT. SLEEP. READ.

Ty daj mi rękę, chodźmy na spacer.

.



Ohh, jest zajebiście! Albo było. Ale jednak przyzwyczaiłam się do mówienia 'kurwa' i 'zajebiste' z takim zajebistym akcentem. Generalnie trochę gadam jak ta ruda paskuda.

Hiszpania, Costa Brava, Lloret de Mar!

A ile walki o to było! Jednak warto, warto!
Opowiem, bo mam wenę na pisanie:

36 godzin w autokarze w którym nie znam nikogo oprócz Ady z którą siedziałam. No taka średnio fajna była, ale dobra. Po tylu godzinach w męczarniach dojechałam na miejsce. Wysiadłam z autokaru, rozejrzałam się, wszystko fajnie i... ooo! Jest Martynka! Chwila zastanowienia, w końcu podchodzę i głupawe 'cześć'. Mina Martynki bezcenna. xD

Nasz zajezaje pokój. Jedno wielkie: OMG!
Przyszła stara Ela z młodszą Bogną no i mówią, że robimy zamianę i my spadamy do ich pokoju, bo one chcą mieć na grupę oko. No okeeeeeeeeeeey. Drugi pokoik spory, światełka dużo, generalnie prawie bosko.

Wszystko spoko, bla bla bla.

Jakieś wyjście, Karolina, boski Patryk i ruda paskuda.
Pierwsze takie picie na plaży, mój pierwszy papieros. Hohoho! Oczywiście jeden wielki orgazm, bo mało kto ma okazję pić z chłopakiem, który mu się podoba. Na plaży! W Hiszpanii! Ah.

Dzień następny, puk puk! Otwieram, zaproszenie na 'imprezę' do chłopaków. Idziemy, wszyscy są, poznajemy z Martynką ludzi, pijemy i jest zacnie.

I tak jakoś Patryk od rudej paskudy przyszedł do nas. Często gadaliśmy, siedzieliśmy razem i oczywiście byłam zapatrzona w niego jak w obrazek.

Czemu?

Bo on mówił to, o czym ja myślałam! Ma te same poglądy, podobna muzyka, wszystko po prostu idealnie!
Moja prawdziwa druga połóweczka, mrr.

Ogólnie na obozie było fajnie, pierwszy raz spotkałam się tak z koleżanką z Internetu, chodziłyśmy po mieście, znamy je dość dobrze, nasz plac, zarywanie chłopaków...

Poznałyśmy Niemców. Wiadomo - balkony. Wyglądamy przez balkon: na skos u góry Niemcy, na skos u dołu Niemcy, na dole Niemcy, nad nami Niemcy, wszędzie Niemcy!

Pod nami był genialny koleś z flagą Niemców na głowie. Ale potem pojechał i w sumie o nim zapomniałam.

Byłam też pewnego wieczoru lekko wstawiona i rzucałam butelki z listami do Niemców na skos u dołu. Ahaha!

Za Flagę i jego znajomych przyjechali chłopcy typu: cud, miód i orzeszki. Normalnie Dżastinki Bieberki. Aż się zauroczyłam w tych ciasteczkach. Ha. Potem ja i Martynka gadałyśmy sobie z nimi, zajebiste zapoznanie i wielki szok, że Martyna pije tequillę (której wtedy akurat nie miałyśmy xD) i ma 15 lat.

Pewnego dnia - wyglądamy przez balkon podpite - Niemcy na skos u góry. Bajer. Martyna gada, gada, zaprasza. Po chwili przychodzi pan Philipp. Śmiech. Uroczy był, nie? Z nim to dłuższa historia, dopowiem na końcu.
Oczywiście Marta fajnie nas umówiła na picie z nim... o piątej rano... Nie wiemy czy był, bo spałyśmy.

Z każdym wstawieniem wstawiałam się coraz bardziej i ogólnie to byłam bliżej Patryka, bo on w sumie opiekował się mną gdy byłam pijana, kazał mi leżeć i w ogóle. Pewnego wieczoru tak się najebałam, że... eh!

Przyszły wychowawczynie, kontrola jak każdego wieczoru, ja się kołyszę, ale udaję mega trzeźwą, Patryk w drzwiach stoi i obserwuje, babki wychodzą. No i ja nawalona lecę do telefonu, dzwonię do Philippa i sobie gadam. Puk puk. Martyna wpuszcza nauczycielki, ja wielkie oczy, mówię do telefonu przy Eli i Bodzi (Bogna): 'Sorry, but teacher is here now.' *śmiech Philippa*. 'So... bye'.

Odkładam słuchawkę, babki się gapią na mnie jakbym się z choinki urwała, ja znowu *poker face* i: 'O co chodzi?'

-'Dziewczyny, doszły nas słuchy, że macie alkohol, otwierać walizki, podnosić ubrania'.

Martyna ledwo stoi na nogach, ja podnoszę ubrania... Wielki brecht. Nie znalazły nic, wyszły rozczarowane.

Ja znowu za telefon. Dzwonię do wszystkich Niemców, zapraszam ich, jeden mówi, że za 10 minut będzie.

Martyna na łóżko, idzie spać, a ja lecę do innego pokoju. Do pokoju Patryka, of course. Patryk mi każe leżeć. No i świetnie. Duży Patryk, Marcel, mój Patryk. Ja na łóżku Marcela, on przerażony, haha.
'Co my z nią zrobimy?'. Spoko, luz, doszłabym sama do pokoju. Haha. Chyba.

Ominęło mnie... wymiotowanie Marty (wybacz, musiałam to tu napisać, i tak Cię nikt nie zna xD) i wizyta Niemca... który okazał się być Philippem. Tak, widział Martynkę drugi raz najebaną. Zresztą ciągle miał okazję ją widzieć w stanie nietrzeźwości. Mnie w sumie też. No, może ze dwa razy było całkiem okey.

Poza tym dowiedziałam się, że jak jestem pijana to się kleję do wszystkich i jestem w chuj miła.
Martyna na odwrót, do wszystkich: 'spierdalaj', hahahah.

Paliło się trochę, na trzeźwo, było miło...

Kolejny najebany wieczór... Jak już mówiłam - jestem miła i się lepię. No to oczywiście idzie sobie chłopak - ja lecę i 'Heeeey, wait! What's your name?'.

Tym oto sposobem poznałam WSZYSTKICH Niemców z naszej części hotelu. Była jeszcze druga, ale to za recepcją, korytarzem, barem, restauracją. Taki w pewnym sensie inny budynek.

Potem było głupio, co kto nie szedł to mój znajomy. Haha.

Czwartek - w sobotę wyjazd. Butelka. Buziaczek z Patrykiem. Chyba znowu podpite, po Martini prawdopodobnie... Martyna ma się pocałować z Patrykiem, wkurzona wychodzę z pokoju. Coś tam coś, siedzę na korytarzu na schodach, mało co z tego pamiętam, Patryk chce żebym powiedziała o co chodzi...

Ah, wiecie jak cudownie jest przytulić bliskiego człowieka nawet po pijaku? To genialne...

Piątek - Patryk nalega, mówię, że nie, że jest za wcześnie. Słyszę piękny tekst.

'Nigdy nie jest za wcześnie, ale może być za późno...'

Mówię mu, mówię, że mi się podoba, że tylko o to chodzi. Wychodzę z pokoju, idę w zaciszne miejsce na terenie hotelu, zasypiam. Wracam po jakimś czasie, spotykam Martynę, idziemy do pokoju, podobno mnie szukali, a może mi się zdaje... Mijamy Patryka, tekst 'Martwiłem się...' przelotnie, tyle. Potem telefon, żebym wpadła do nich. Wpadam, słyszę, że też mu się podobam.

I co?

Wielkie nic, kurwa.

Bo on nie wierzy w prawdziwą miłość w tym wieku, rok temu miał taką samą sytuację, odległość, bla bla. Oczywiście ja tak wnioskuję, on sam nic więcej nie powiedział. Ale znam jego zdanie, wiem, co mówił wcześniej.

Teraz zero kontaktu, bo jaśnie pan albo nie wchodzi na neta, albo chuj wie o co chodzi.

A ja kocham tego 'KOZAKA'!

No kuźwa, ej. To nie jest fajne, a ja tęsknię, naprawdę. Ja bym się z nim spotykała chociaż raz w miesiącu, nawet więcej, starałabym się, czemu on nie mógł nam dać szansy no? Dobra, nie ma sprawy. Nawet nie poprosił mnie o żaden kontakt, niby go mam, ale nie mam, bo go nie ma na necie!

Czarna rozpacz. Ocean szalonej bezsilności.

Pewnie ma inną. Okey, zapomnę. Ale dopiero po roku.

Był sobie też pan Loczek. Cudowny Niemiec, jednak z nim też nie mam kontaktu. Jestem głupia, od nikogo nie biorę żadnego numeru i cierpię jak po Habisiu. Tak, na pewno daleko tak zajdę.

Tzn. nie, sorry.

W dzień wyjazdu pofatygowałam się i naturalnie zdobyłam na odwagę, by wziąć numer telefonu do Philippa. Nie dla siebie, dla Martyny, która się w nim zakochała (przepraszam, ale serio nikt Cię nie zna xd). Mówię mu 'Filip, wait' przed hotelem, jego kumple się zatrzymali, ja zawstydzona i do kumpla mówię 'go, go'. A ten się patrzy jak na idiotkę na mnie, pff. Ale w końcu poszedł, ja stoję z Martyną, czy da mi ten numer, on coś, że nie pamięta, że niemiecki numer, to ja 'mail?', on się zgadza. Podsuwam rękę i długopis (bo nie ma to jak brak kartki), on mi nie chce pisać po ręce, więc zawstydzona drepczę za nim do recepcji, kobieta Polka się do mnie uśmiecha, reszta ludzi też, Philipp bierze kartkę, zapisuje, ja już całkiem zawstydzona, 'thanks' i spadam.

Za chwilę Patryk odjeżdża, siedzę smutna pod kolumną. Idzie się pożegnać. Kuca przy mnie, uśmiecha się lekko i mówi 'cześć'. Patrzy na mnie jeszcze chwilę, wstaje i odchodzi. Przed nim podchodzi do mnie 'duży' Patryk (swoją drogą nieziemsko fajny) i też się żegna... Mój Patryk kieruje się do wyjścia.

Totalna rozpacz, lecę na górę i ryczę, zanoszę się płaczem, wszyscy patrzą na mnie dziwnie, ale w tej chwili mam to w dupie...

Nienawidzę wspominać tego momentu. Cóż...

Jeszcze ponad 1,5 h do odjazdu autokaru. Do Martyny też jakaś godzina. Bo oczywiście inny autokar. Ysz.

Lecimy po alkohol, pijemy, poleciały dwie małe butelki.

To może ostatni papieros?

Pewnie. Rzucona na ogień idę do pokoju 414 i walę w drzwi. Otwiera jakiś koleś.
'Have you cigarette?'
'No, I haven't'
'And Philipp?'
'He slepping'
*wielkie yyyyyy i szukanie słowa 'obudź'*
Nieznalezienie słowa w słowniku, chłopak mówi, żebym wpadła za 20 minut. No to dobra. Wpadam, jeb w drzwi raz, drugi, trzeci. Otwiera mi Philipp we własnej osobie. Szczęka do podłogi, onieśmielenie i Martyna schowana gdzieś za ścianą. Więc ja stoję sobie sama i wyduszam z siebie:
'Can you give me cigarette?'
'Okey'
'And fire...'

Dostaję ogień, papierosa...
Wychodzimy przed hotel, papierosik do buzi, zapalniczka w ręce i... o! Któż to idzie, Ela!
Podchodzi, ja przestraszona.
'Oddaj.'
'Ale nie, pani nas już nie pilnuje przecież.'
'Pilnuję do odjazdu autokaru.'
'Oj no ale to już koniec, niech pani odpuści, zapomni, no proszę!!!'
'Wyrzucić.'

Oddaje i odchodzi. To my na ławeczkę obok hotelu, a żeby nas widać nie było, zapalam i sobie jaramy obie. Bosko.

Potem jeszcze ckliwe pożegnanie z Elą... i odjazd. 37 godzin drogi. Zajebiście, kurwa, zajebiście... Przynajmniej z laską z obozu jechałam i nie było tak źle.

W sumie i tak podczas obu dróg puszczali nam filmy i było dobrze.

Cofnę się jednak do obozu jeszcze.

Była sytuacja po sytuacji 'Sorry, teacher is here now'. To było na drugi dzień, wyjazd do Marinelandu. Zjeżdżalnie, pokazy papużek, delfinków i lwów morskich. Zabrałam stamtąd takie ładne coś... Co spadało z drzewa... Nie wiem co to, ale jest śliczne.
Ale do rzeczy. Bodzia do nas z tekstem: 'A ci Niemcy wam się narzucają?'
'Nie, nie! To ja do nich dzwoniłam, oni są fajni.'
'Aaaaa.'

Hahaha.

Albo przychodzi do nas pewien wieśniacki Bartek z którym zadawałyśmy się, bo miał alkohol. No niestety.
I my haha, wyrzucimy krzesło na dół do Niemców. Niby żarty, a ja spuszczam krzesło i przy okazji dwa wieszaki. Potem 'ojej', dzwonię do nich i mówię, że mają moje krzesło. Miałam przyjść, poszłam, oni się ze mnie śmieją, bo nie mogę się zmieścić z krzesłem w przejściu, ale spoko. Jakoś dałam radę, świetnie było, hah. Tak dokładniej to u tych ciach, Dżastinków byłam. Wracam, bulwers. Dlaczego? Bo ten kretyn Bartek rzucił im moją bieliznę. Oczywiście kazałam mu po nią pójść, poszedł, bo mu czymś tam zagroziłam. Odwdzięczając się rzuciłam im jego klapki, trafiając przy okazji zupełnie przypadkiem, jednego Niemca w głowę, ups. Wrócił z klapkami, rzuciłam mu kartę do pokoju. Był wściekły, haha. No, ale ja byłam zażenowana, więc... rachunek wyrównany. Jeszcze przy karcie krzyczałam, że to prezent dla nich, a oni nie wiedzieli o co chodzi, ale to nic. I mieli 18 lat. Booooooooscy!

Podczas wycieczki do Barcelony cała nasza grupa widziała nagiego faceta z butelką wody. Ta, stał sobie jak gdyby nigdy nic. No, ale pomijając to było zajebiście. Stadion Camp Nou jest dość spoko. Aż się zakochałam w FC Barcelona i kupiłam sobie zegarek. Za rok kupię sobie koszulkę za 300 zł, oryginalna, Nike, taka jaką nosi drużyna, hah.

Mam sporo pamiątek w sumie, dużo miłych wspomnień, Pattisona w głowie, a raczej jego klona, poznałam wielu wspaniałych ludzi...

Ale... zaraz. Nie opowiedziałam jeszcze o zakazanej kąpieli i prezerwatywach owocowych.

Pewnego wieczoru wybraliśmy się nad morze. Sami, małą grupką. Nie można było, bo nie było ratownika i Ela z Bogną nam zabroniły. Ale my na przekór im, wielki bieg do wody. Wielkie fale, ile miały, Martynko? :>
Dwa metry może?
Podtapiały nas, wciągały do wody, by zaraz potem nas z niej wyrzucić... Raz jak nas podtopiło to Martyna zrobiła dwa przewroty pod wodą na dnie i wynurzyła się niczym stwór morski, lol2. Cała w żwirku.

Mieliśmy jeszcze ze dwie kąpiele nocne, ale nie były już tak fajne, no i z wychowawczyniami i ratownikiem.

Albo... idziemy z Martyną po tampony, nad tamponami gumki owocowe. To bierzemy. Ja czerwona ze wstydu, bo kupuję i to i to, a jeszcze sprzedawczyni pewnie myśli, że taka młoda, a się seksi już z gumkami, które zaraz pękną.

Wbijamy do pokoju, gumeczki w ręce i robimy baloniki. Jeden balonik - za balkon. Drugi balonik w paście - za balkon. Potem resztę zrobiłyśmy na prezerwatywy zużyte, trochę pasty w środek i ludziom na balkony. Ale konkretniej...
Przychodzi do nas Patryk, mówimy mu coś o gumkach, a on:
'A dzisiaj jakaś babka perfidnie rzuciła we mnie prezerwatywą! Idziemy sobie z Marcelem, a tu leci na mnie balon. Marcel mówi: "Ty, łap go". Ja chcę go łapać, a on cały biały.'

Ja w brecht. Tak, byłam tą perfidną babą, która rzuciła w niego gumką. Oczywiście powiedziałam mu o tym. Jak o tym teraz myślę to aż płaczę ze śmiechu.

A teraz Panie i Panowie (których tu nie ma pewnie) wypiszę trunki, które żeśmy z Martyną wypiły:
-Schnapps (wiele różnych smaków)
-Malibu
-Pina Colada
-Breezer (pomarańczowy i czerwony)
-Martini
-San Miguel (fuu...)
-Desperados (też fuu...)

I jeszcze jakieś likiery i inne. Moje ulubione to te pogrubione.

Parę papierosów było, ale to już mówiłam...

Nie zaliczyłam dyskoteki w Tropics'ie, ale zrobię to za rok. Podobno było fajnie.

I to chyba tyle... Nie wiem co jeszcze mogę opowiedzieć.

Pewnie sporo błędów narobiłam, ale nie mam siły czytać tego, nie cierpię czytać swoich wspomnień, bo mnie bolą one.

A i chodziłam po Lloret i śpiewałam z Martą Justina Biebera: 'Somebody to looooove, a need somebody, a a need somebody'. To 'a' to 'I' oczywiście.

I trochę Tokio Hotel: 'Helooooooooooo'.

Oraz parę innych, linki do wszystkich piosenek Lloret będą poniżej:

- Tokio Hotel - Darkside of the sun
- David Guetta - Gettin over you
- Dżem - List do M.
- Eldo - Nie pytaj o nią
- Yolanda Be Cool & Dcup - We don't speak americano <3
- Uwu Lena - Schland O Schland - nienawidzę tego xD
- Było jeszcze wkurwiające 'Polizei', którego tytułu nie pamiętam, ale jakieś dzieciaki uciekały i tęsknię teraz za tym bo to ciągle leciało na niemieckiej Vivie.

- Freddie Mercury & Montserrat Caballé - Barcelona - a to kocham.

Przypomina się Barcelona, pokaz fontann i Patryk. Nie było go wtedy ze mną, ale patrząc na tekst mogę powiedzieć śmiało: to nasza piosenka! <3

+ nasz przebój techno, który śpiewałam Niemcom, którzy mnie mijali: 'Wi wi hajst du, sznela sznela'. xD


Wi wi wi! :>


Kocham Patryka... Kocham Patryka... lalalala... Próbuję go nie zapomnieć... Jak zapomnę to się chyba z mostu rzucę. Sorry, ze skałek w Lloret.


<333333333333333333333333333333



Martyno, wracamy tam za rok, co? ;3


A i co do Philippa, to pisałam z nim na życzenie Marty i on wysłał mi w mailu jakieś serduszko. A potem pisałam z nim przez komunikator... Coś pisał, że mnie bardzo lubi, tęskni, podobam mu się i myśli, że mnie trochę kocha.

Śmieszne. Kocha mnie Niemiec. Szwab, którego mogłam zwyzywać przez moje uprzedzenie. Ma szczęście, że zniknęło ono jakoś drugiego dnia pobytu w Hiszpanii.

I on jest dziwny i się pytał czy go lubię i czy jestem dziewicą. O, a co mu do tego? Nie rozumiem, ale dobra. xd

Chcę pojechać do Martynki, ej. I do Patryka przy okazji. Kuźwa...

Do tego fajki chyba mnie uzależniły i chcę alkoholu! *.*



P. :*


'Llegamos al amor no cuando encontramos a la persona perfecta, sino cuando aprendemos a creer que una persona imperfecta es totalmente perfecta.'




______________________________________________


Gratuluję wytrwałości w czytaniu. xD




.
Głosuj (1)

Pressure 2/08/2010 02:34:41 [Powrót] Komentuj


problemem jest koszt i mój brak kasy ;D
po razem to wyjdzie z 600 zł.
brianosz.wjo 24/08/2010 18:18:58
brak www IP: 213.199.193.122

patryk <3.
kochałam kiedyś jednego patryka...
ciekawy wyjazd. też bym chciała do hiszpanii ;<
anka [brianosz.wjo] 22/08/2010 20:43:52
brak www IP: 213.199.193.122

Zamówienie przyjęte :)
tylko muszę uprzedzić, że do 1 września dostęp do swojego komputera będę miała wątpliwy, więc nie wiem jak będzie. Ale że szablon będzie, to wiem na pewno ;)
Bu! 22/08/2010 19:59:17
http://hiddendoor.blog4u.pl/ IP: zalogowany

O koniec!Czyli miałaś udane wakacje,życzę ci tego i w przyszłym roku.Mam nadzieje że nie popadniesz w nałogi :P no ale są wakacje warto wszystkiego spróbować
Cris 6/08/2010 12:52:36
brak www IP: 79.185.27.72

Łał, wytrwałam. Ciekawy miałaś wyjazd :D
Karolina 5/08/2010 23:09:59
brak www IP: 80.50.235.70

Nie było dobre. ;>
Pressure. 2/08/2010 21:55:45
brak www IP: 195.116.217.2

Pijaczka. :* Pojedziesz jeszcze w niejedno miejsce, i tam spotkasz wspaniałych ludzi. :) Dobre to z prezerwatywami. Wścibski ten chłopak trochę, a martini dobre było?
Kamyla 2/08/2010 21:24:14
brak www IP: 83.11.35.225

gratulację z chęcią przyjmę, bo notka zabójczo długa, ale fajnie, ze masz dobre wspomnienia z Hiszpanii, pozdrawiam ;*
karolinka-malinka 2/08/2010 14:32:04
brak www IP: 83.28.81.232

ło maj gaszz. uff, przeczytałam do końca, jest goood. xd byłaś w Hiszpanii i nic nie powiedziałaś?! aaaaaaa, no wiesz coooo... ja też chcęęę do Hiszpanii *.*
nie pochwaliłaś się nooo. xd

hmm... Paaatryk, takie w miarę ładne imię Ci powiem. :D
pastelek. 2/08/2010 11:27:05
brak www IP: 83.7.200.14


18939

Autorką szablonu jest Decay. Więcej na handmade. Obrazek stąd.